Życiowy znak STOP-u!

 

Uczucie pustki, zniechęcenie i żal. Myślę, że niejeden raz dotykają nas takie uczucia. Niezależnie od tego kim jesteśmy, czym się zajmujemy; czy zajmujesz się dzieckiem, jesteś studentem, a może szefem we własnej firmie- czy złapałeś się na tym, że nie wiesz dokąd dążysz?

Otóż mam kilka wskazówek, co robić w takich chwilach.

Po pierwsze, nikt z nas rodząc się, nie wie w czym jest dobry, ani co zamierza robić ze swoim życiem. Im starsi jesteśmy, im bardziej dojrzali i doświadczeni, tym jesteśmy w stanie określić priorytety  i marzenia. Pocieszający jest fakt, że nie ty jeden jesteś w kropce,… na życiowym zakręcie. Albo raczej na życiowym znaku STOP-u!

Skoro już posiadamy tą wiedzę, że niezdecydowanie leży w naszej naturze, kiedy już zdobędziemy się na ważne życiowe kroki- UWAGA- nie bójmy się poddawać je weryfikacji i zmieniać te najmniej aktualne. Tylko w ten sposób można uniknąć rozpraszaczy. Warto skupić się na jednym, czy dwóch celach na raz.

Jeżeli jesteś osobą raczej nieśmiałą lub pesymistyczną, to za swoich towarzyszy wybieraj osoby o przeciwstawnym usposobieniu. Najistotniejszą kwestią , o której absolutnie nie możemy zapomnieć, jest fakt otaczania się  ludźmi, miejscami, a nawet myślami, które będą nas motywować do pracy nad sobą. Znak STOP szybko zastąpią dwie litery GO!

No i przede wszystkim należy pamiętać, że najbardziej cieszy sama droga do celu, a nie samo jego osiągnięcie. A już szczytem szczęścia jest możliwość dzielenia pasji i ambicji z najbliższymi nam osobami! 

Więc zapnij pasy i rusz przed życie z opon piskiem!

GabaKo

Reklamy

Niemoc twórcza

idea.jpeg

Tak, tak i mnie dopadło. Właściwie od dłuższego czasu nie jestem w stanie wykrzesać z siebie odrobiny zapału. Każde zdanie rozpoczynające tekst, po kilku minutach zastępuję słowem DELETE. Jak to się stało, że gdzieś ta energia, ta chęć tworzenia słowa pisanego zupełnie wyparowała.

 

Twórcza niemoc. Ot co!

 

Każdego kiedyś dopada. Niezależnie czym się zajmujemy na co dzień. Czy pracujesz w korporacji, czy zajmujesz się dziećmi w domu. Ten zapał do zmian na lepsze gdzieś pryska, zastąpiony monotonią życia, niewyartykułowana chęć zmian na lepsze, przez tyle lat sukcesywnie tłamszona przez siłę przyzwyczajenia, chęć zadowolenia otoczenia i przypodobania się bliskim. To wszystko tkwi w nas gdzieś głęboko i nie pozwala rozwinąć skrzydeł.

 

Ileż to razy słyszało się od rodziny „po co ci to”, „trzymaj się tego co znane”, „nowy biznes jest ryzykowny w dzisiejszych czasach”, lepiej zajmij się poważniejszymi rzeczami”. I tak od wielu lat, z nieuświadomioną premedytacją, nasza dusza codziennie po kawałku odzierana jest z pragnień, marzeń, złudzeń- chęci zmiany na lepsze przecież.

 

Dlatego od dzisiaj mówię temu dość! Niemoc twórcza?! Co to takiego?

 

Jeżeli to ma mi pomóc będę pisać o NICZYM. Chcę przypomnieć sobie, jak to jest mieć coś poza codziennymi obowiązkami. Obowiązkami, które przecież nie są naszym celem życiowym: zmyte naczynia, czysta podłoga? Tak robię gruntowne porządki, ale dotyczyć one będą zupełnie innej sfery. Mój umysł wymaga zdecydowanie głębszego, rzetelniejszego podejścia od szafki pełniej kurzu.

 

Och! Niemocy twórcza! Cóż uczyniłaś!

 

Na nowo przypominam sobie, kim jestem oraz kim zawsze chciałam być. Pragnienia, emocje płynące strumieniem odświeżają umysł. Budzę się do życia. Szczęśliwa myśl kiełkuje głowie, ciepłe uczucie rozlewa się po sercu.

 

Idź w niepamięć! Precz, niemocy twórcza!

 

Każdy z nas ma w sobie ten potencjał. Czasami minie parę lat, a nawet paręnaście i parędziesiąt nim to odkryjemy. Ale, kiedy już tak się stanie. Nic nas nie powstrzyma. Napędzani siłą, MOCĄ TWÓRCZĄ, pędzimy przed siebie, a czegokolwiek się dotkniemy ma prawo zamienić się w czyste złoto. Nasze własne, osobiste, wewnętrzne, niewyczerpalne źródło płynnego złota. Płynie ono żyłami, przelewa się w umyśle niczym , uderza w myśli i uczucia. Dokądkolwiek nas uniesie, odnajdziemy w nim czyste szczęście!

 

Och! Mocy twórcza!

 

Przybywaj! Nadchodzę!

 

GabaKo

A marzenia płyną… w siną dal.

Marzenia. Pragnienia. Chęć bycia lub posiadania.

 

Obojętnie, czego chcesz, co chcesz osiągnąć- wiem jedno- nie ma co tego odkładać na później. Zazwyczaj zaczyna się tak…

 

Jako dziecko nie dostrzegasz przeszkód, codziennie rozmyślasz o tym jak to będzie być już strażakiem, kierowcą rajdowym, a może baletnicą, czy „panią weterynarką” (tak to ja :-)).

 

Później dorastasz. A marzenia płyną… w siną dal. Cóż, pal sześć jeżeli po prostu zmieniłeś/ aś zainteresowania i dokonałaś bardziej satysfakcjonujących wyborów. Cóż jeśli nie dokonałaś żadnego? Gdzie o tym czym się zajmujesz na co dzień zadecydował przypadek? Jeżeli codziennie wstajesz z łóżka z nadzieją, że coś w magiczny sposób się zmieni? A przecież

„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów” Albert Einstein.

A marzenia płyną… w siną dal. Czas ucieka. Lata lecą. I zapominasz. Bardzo to przykre.

 

Na szczęście, ten wpis ten blog, nie jest po to żeby uprzykrzyć Ci życie drogi Czytelniku. Tak wiec po wstępnych przemyśleniach, po pewnej nostalgii i pozostawieniu za sobą tego, co nieodwracalne. Po przejściu wewnętrznej żałoby za tym dawnym Tobą, za tym beztroskim dzieckiem, nastal czas wielkich przemian.

Kto jak nie Ty może dokonać tej przemiany?

 

A teraz kilka praktycznych porad:

  1. Codziennie rozpoczynaj poranek od paru ćwiczeń na rozruch.

Zapytasz: co to ma wspólnego? Przede wszystkim da Ci energetycznego kopa! Pozwoli rozpocząć dzień z optymizmem, z pełnią sił witalnych. Jak zwał tak zwał.

2.  Traktuj każdy dzień, jakby miała nadejść zmiana, uchwyć moment pozytywnego oczekiwania i trzymaj się go. Bądź aktywny (patrz pkt 1).

3. Zbieraj oszczędności.

Może to przyziemne. Ale w dzisiejszych czasach wszystko kosztuje. Naiwnie byłoby sądzić, że wycieczka do Tajlandii jest realna, bez złamanego grosza przy duszy (dobra, wiem że są tacy szaleńcy :-)). U mnie zwykła skarbonka się sprawdza, ale najlepiej w formie dużego słoju, bo mega motywuje fakt obserwowania, jak pieniążki same się mnożą. Tylko uwaga dla tych mniej wytrwałych: warto przykleić wieczko od słoika jakimś porządnym klejem.

4. Otaczaj się osobami i/ lub przedmiotami, które przypominają Ci o swoich marzeniach. Mogą to być, np. spotkania autorskie, podróżnicze, zdjęcia i widokówki umieszczone w widocznym miejscu. Im więcej, tym lepiej!. 🙂

5. Nie przejmuj się drobnymi niepowodzeniami- one jedynie opóźnią nieznacznie realizację Twojego marzenia.

6. I przede wszystkim ciesz się drobnymi sukcesami, bo droga do celu jest równie ważna, jak osiągnięcie go! 🙂

 

Powodzenia! i Do dzieła!

 

Do odważnych świat należy!

 

 

P.S. Obraz wyróżniający wpis pochodzi z witryny http://www.tanieloty.pl

Produktywna bezsenność

budzik-zegar

Najpierw z ciemności wyłania się świadomość… Powoli czujesz swoje ciało, ręce, nogi. Poruszasz palcami. Otwierasz oczy. I pojawia się stłumione westchnienie. Która to może być godzina? Powoli wstajesz (żeby nie obudzić innych), idziesz do kuchni i sięgasz po szklankę wody.

I już wiesz, że tak szybko nie zaśniesz…

Jeżeli właśnie czytasz ten tekst to znaczy, że cierpisz na tą samą przypadłość co ja. Nie jest to co prawda śmiertelna choroba, ale symptomy tego schorzenia będą Cię prześladować przez całe życie, atakując z zaskoczenia w najmniej spodziewanych momentach.

Bo to nie byle-jaka bezsenność, to produktywna bezsenność!

Siedzisz, a myśli same płyną. Zaczyna się od drobnostek, co zrobić jutro na obiad, a może by tak pomalować pokój; czas zabrać się za odświeżenie CV; chciałabym coś zmienić w swoim życiu. A nim się obejrzysz, planujesz szalony wypad w góry, przeprowadzkę, albo zmianę pracy. I z każdą nocną minutą te pragnienia rosną w Tobie, kiełkują i o mało nie rozsadzą klatki piersiowej.

Niesamowita radość! Ekscytacja!

Ale po godzinie, dwóch pojawia się zmęczenie. Kładziesz się do łóżka, wierząc, że od jutra wszystkie te plany wprowadzisz w czyn, czyż nie? I kiedy jeszcze ostatkiem sił, w myślach wybierasz odpowiedni rodzaj obuwia wspinaczkowego, ponownie zapadasz w sen.

Bardzo Ci życzę drogi czytelniku, żeby ta bezsenność dopadała Cię częściej. Bo w nocy wiele spraw wydaje się błahych, problemy mniejsze, razem z całym śpiącym światem (no dobra z jego częścią) ponownie odkrywamy naszą sprawcza moc. I oby poranek Ci tego nie zabrał!

 

GabaKo

„Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes

 

ZanimsiC499pojawiC582eC59B.png

 

Zwykła dziewczyna z angielskiej prowincji. Bez szkoły, bez zawodu i bez perspektyw. jednak ten stan rzeczy, to kwestia wyboru którego dokonała. Powtarzalność czynności wykonywanych w pracy, widywanie codziennie tych samych ludzi, dawało jej poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem. Pomimo upływających lat, , nie chciała niczego zmieniać. Oszołomienie, niedowierzanie pojawia się, gdy szef składa jej wymówienie.

Jej pensja od dłuższego czasu była fundamentem domowego budżetu, dlatego w desperacji postanowiła podjąć się każdej pracy. Choć nie sądziła, że zostanie przyjęta, idzie na rozmowę kwalifikacyjną do posiadłości lokalnej rodziny z wyższych sfer. Zadaniem dziewczyny miała być pomoc w odnalezieniu szczęścia niepełnosprawnemu mężczyźnie. Jej optymistyczne nastawienie, poczucie humoru oraz zabawny sposób bycia i kwiecisty ubiór były czymś, co według matki chorego było drzwiami do sukcesu.

Jak się okazuje, opieka nad Willem oraz łączenie dotychczasowego życia, jest bardzo trudne. Spotkania z dotychczasowym chłopakiem- sportowym zapaleńcem, są coraz rzadsze, a często nawet uciążliwe i męczące. Zwłaszcza te w towarzystwie jego partnerów treningowych. Pomimo ogromnych trudności w nawiązaniu relacji z podopiecznym Lou Clark (bo o niej tu mowa), spędza z nim dużo czasu. Jego tajemniczość, złość na los, ale i niezwykły urok i inteligencja powodują, że nie potrafi pozostać obojętna na niego obojętna.

Praca opiekuna chcąc nie chcąc powoduje, że jesteś workiem treningowym i tarczą w jednym, Wszystkie emocje, zarówno pozytywne jak i negatywne, uderzają raz za razem. Nie sposób od tego uciec, gdy spędza się z kimś cały czas. Ciągłe docinki, kpiące komentarze i nieprzychylne uwagi stały się główną rozrywką Willa.

Sytuacja drastycznie się zmienia, gdy Lou dowiaduje się, czemu właściwie ma służyć jej obecność w domu  Traynor’ów. Matka Willa ma nadzieję, iż swoją życiową postawą i entuzjazmem Lou zdoła odwieść go od zaplanowanej eutanazji. Po pierwszym szoku, dziewczyna robi wszystko, aby do tego nie dopuścić, organizuje wycieczki, zajęcia dla „normalnych”, żeby uświadomić Willowi ile ciekawych rzeczy może robić, pomimo fizycznych ograniczeń (pamiętajmy że zważywszy na całkowity paraliż, to nie lada wyzwanie). Wszystko wskazuje na to, że powoli jej się to udaje.

Spotkanie na swojej drodze Willa, uświadamia jej, że jej dotychczasowemu życiu było daleko do ideału. Przecież jest młoda, zdrowa, mogłaby robić cokolwiek tylko zapragnie. Jednak pozostawała w stagnacji w rodzinnym miasteczku. Relacja z siostrą, również nie należała do udanych. Wzajemne pretensje, które wisiały w powietrzu, nie pozostawiały  im miejsca na prawdziwe siostrzane uczucia. Krok po kroku, dzięki pomocy Willa, nie zdając sobie sprawy, Lou nabiera odwagi do marzeń…

I właściwie o tym jest ta książka. O tym, że patrząc na człowieka któremu los odebrał zdrowie i dotychczasowe życie, sama nauczyła się brać z życia garściami. Również on pomógł jej odnaleźć siebie, choć pomoc miała być jednostronna. W najlepszym momencie Lou odkrywa swoje wielkie uczucie do Willa. Podczas ich egzotycznej wyprawy wyznaje mu miłość.

Czy to jednak wystarczy, żeby odwieść go od ucieczki z tego świata? Czy Will pokochał na nowo swoje nieidealne życie? Czy kocha Lou równie mocno co siebie? Pozostawię te pytania bez odpowiedzi. Chodźcie i przekonajcie się sami! 🙂

 

 

 

 

Od chwili przeczytania powieści minęło sporo czasu. Pisząc ten tekst zapewne w kilku momentach będzie brakować spójności co do szczegółów, czasu i przestrzeni wydarzeń. Za to dokonam tu pewnego rodzaju zarysu psychologiczno- emocjonalnego bohaterki. Całokształt, tło, zarys uczuciowy- bo w końcu o emocje tu chodzi- na tym postanowiłam się skupić.

 

P. S.

Warto obejrzeć film chociażby na dobrą obsadę. Jednak dla mnie nie odzwierciedla zawiłości w relacjach Lou- Will. Co więcej pomimo trudnego tematu miłości życia i śmierci, całość wydaje się dość płytka. A szkoda, bo książka ma zupełnie inny wydźwięk.

Plus bez obrazy dla aktorki (mój mąż jest jej wielkim fanem), nie mogłam się skupić na jej grze aktorskiej, bo moją uwagę przykuwały jej „ruchliwe” brwi. W „Terminatorze” podobała mi się znacznie bardziej. A już w „Grze o tron” jest po prostu świetna.

 

GabaKo

Odchowany czas

Matko jedyna!

Dniami i nocami jesteś obok, w potrzebie pomagasz, wspierasz i tulisz, przepędzasz cienie, wyganiasz potwory z szafy…trwasz.

Matko jedyna!

Zakładasz skarpetki, czapkę z daszkiem na bakier, podajesz łopatkę i wiaderko, uczysz jazdy na rowerze, tłumaczysz życiowe zawiłości.

Matko jedyna!

Odkładasz marzenia na bok, wychowanie dziecka twoją misją, powołaniem.

 

Matko jedyna, pamiętaj że ten czas chociaż tak piękny, kiedyś minie. Tupot, śmiech i łaskotki staną się jedynie rozkosznym wspomnieniem.

Matko jedyna, zastana przez ciebie rzeczywistość może okazać się przygnębiająca, pusta, bezsensowna.

Matko jedyna, mam prośbę… Zrób też coś dla siebie, coś bardzo osobistego, co będzie miało znaczenie jedynie dla Ciebie. Cokolwiek to będzie, zagarnij to dla siebie i pielęgnuj.

Za jakiś czas okaże się, że tym CZYMŚ jesteś Ty!

 

Dziecio-wyrodni

Zapach świeżo skoszonej trawy, cytrynowa lemoniada, leżak i dobra książka. Totalny chill, relaks, odmóżdżenie i lenistwo. Brzmi jak sielanka? No to Matko, Ojcze, Rodzicu, zapomnij! To nie dla Ciebie! Oj nie, nie… Dla Ciebie płacz, obiad na ścianie, przypalony i zimny kotlet. Dla Ciebie nieprzespane noce i nerwowe stanie w kolejce przy kasie. Zachciało się powrotu do czasu” sprzed”? Jeszcze nie?

A co powiesz na brak wakacji od porodu do…wieczności? Ciągły brak satysfakcji, bo przecież można zadbać o coś lepiej, może trzeba więcej czytać dziecku, a może gotować eko- obiadki. Może zapisać na dodatkowy angielski, albo podszlifować matematykę. Co najmniej, jakby samemu za młodu za krótko siedziało się w szkole.

Jakbyś sam za mało nakładał na siebie obowiązków, to na każdym kroku będziesz czuł oddech na plecach niezadowolonego otoczenia, te krzywe spojrzenia i kwaśne uśmieszki. Dostaniesz mnóstwo rad, co robić lepiej, z czego zrezygnować. Przecież wszyscy tak bardzo pragną Ci pomóc. Ty niewdzięczniku!

Mogę napisać, że odzwierciedlenie swoich starań, ich efekty znajdziesz w swoim dziecku. Uśmiech, którym Cię obdarzy roztopi lodowiec w Twoim sercu. I to będzie prawda! Prawdą również będzie to, że kiedyś (może dożyjesz tego dnia) dziecko podziękuje Ci za ten trud włożony w jego wychowanie i opiekę. Ale wiedź, że w życiu codziennym, te promyki słońca nie uchronią Cię od samozagłady, od mentalno- osobowościowej czarnej dziury. Nie licz, że swoje szczęście znajdziesz w dziecku. W przeciwnym wypadku każde jego niepowodzenie, będzie Twoim upadkiem na kolana, a życiowe porażki- Twoją śmiercią.

Kochaj, dbaj, szanuj, ucz, tul, karm, ubieraj, jednak w tym rodzicielskim pędzie, zatrzymaj się na chwilę. Pomyśl, czy jest coś w czym będziesz się spełniać. Coś co będzie Twoją odskocznią, spadochronem, zaworem bezpieczeństwa. Zapach świeżo skoszonej trawy, cytrynowa lemoniada, leżak i dobra książka. Totalny chill, relaks, odmóżdżenie i lenistwo. Brzmi jak sielanka? To nie przywilej, rodzicu. To Twój obowiązek.

Spowiedź palacza

Ja i on. Brzmi niewinnie, ale ten różowy obsypany lukrem tort szybko zaczął gnić od spodu. Od słowa do słowa, od kłótni do kłótni…Cóż, mówi się że swój znajdzie swego. Podobno ludzie o podobnym usposobieniu psychicznym, o podobnej przeszłości i problemach, niekoniecznie widocznych na pierwszy rzut oka, przyciągają się wzajemnie. To by wiele tłumaczyło.

On spokojny, opanowany, na imprezie w klubie tylko spoglądał na mnie, dużo czasu minęło zanim do mnie podszedł. Myślałam właściwie, że się nie odważy. Przejechał ręką po swojej zmierzwionej czuprynie, oczy lśniły w świetle reflektorów,… a może od nadmiaru alkoholu. Nie wiem. Był tajemniczy, czarujący. Gdy szepnął mi do ucha, te parę słów, przeszedł mnie dreszcz. Byłam gotowa na przygodę.

Ja- obierałam sobie cele i śmiało je osiągałam. Właściwie większość przychodziła mi całkiem łatwo. „Just my luck”, można by powiedzieć. Zawsze oceniałam siebie, jako dziewczynę z jajem, z polotem, ale i z wdziękiem. Świetnie czułam się w towarzystwie mężczyzn, widziałam jak na mnie parzą i to nie nakręcało jeszcze bardziej.

Ale to życie jest przeszłością. W jednej chwili straciłam wszystko. Zagarnął mnie całą, pochłonął moją duszę, jak nikt inny odkrył najmroczniejsze zakątki mojego umysłu i wykorzystał je, aby mną zawładnąć. A ja z każdą kolejną awanturą, zapadałam się w głąb siebie. Blednę, znikam.

Strefa wolna od dymu? To nie dla mnie. Wchodzę w te opary, kłębiący się szare chmury wchodzące do płuc, wypełniające moje gardło, duszące i szczypiące w oczy. Jestem aktywnym palaczem, bo z pełną świadomością daję się truć. Teraz czeka mnie długi proces rekonwalescencji, detoks od dotychczasowego życia. Chęć zmiany jest we mnie. Rośnie, napawa optymizmem, ale…

Te jego oczy… Nęcące, rozgrzewające krew, przyprawiające o palpitacje serca. Moja zguba, mój upadek. Przychodzę, proszę, błagam. Sięgam po jeszcze, jak po kolejnego toksycznego papierosa. Zżera mnie od środka, mój osobisty rak. Przepadłam.

Niezłykurwabajzel 

I

– Zośka siadaj i opowiadaj co sie stało. Mało zawału nie dostałam jak powiedzieli mi, że Antek jest w areszcie. No dalej, mów!- ciotka krążyła po pokoju. Ciągle przeczesywała włosy palcami.

– Szkoda gadać. Zawalił sprawę. Odkąd się pokłóciliśmy wszystko idzie nie tak, jak powinno. Bo wiesz, próbowaliśmy obrabować bank.

Ciotkę jakby wmurowało, patrzyła na mnie, ale jakby przeze mnie. Opowiedziałam jej, jak to wszystko zaplanowaliśmy, jak Antek miał się zatrudnić jako kasjer, zdobyć wszystkie kody i znać zabezpieczenia. Wszystko było dokładnie przemyślane. – Ale nie wiedziałam, że Antek działał za moimi plecami. Codziennie podbierał pieniądze z kasy, to stówkę, to dwie. Chyba liczył, że nikt się nie zorientuje. Ale kamery uchwyciły, jak chował banknoty do kieszeni. No to ma za swoje.

Ciotka drgnęła.- I ty mi to tak spokojnie mówisz? Zero wyrzutów sumienia?! Przecież to złodziejstwo! Powinnaś tam siedzieć razem z nim…- sięgnęła po telefon, ale ręka zawisła jej w powietrzu. – Wiesz, co powinnam zrobić.- Popatrzyła jeszcze na słuchawkę, po czym odłożyła ją na komodę.- Masz czas do jutra na zabranie swoich rzeczy- po namyśle dodała – Tylko dzięki temu, że złapali Antka, ty nie siedzisz w areszcie. Rozumiesz? 

II

Ocierała łzy rękawem w pośpiechu wrzucając ciuchy do torby. Ubrała buty, kurtkę zarzuciła na siebie. Bez słowa wybiegła, nie czekając do jutra. Latarnie już świeciły, padał delikatny deszcz. Szła nie patrząc na mijanych ludzi, zaciągnęła kaptur na głowę, włączyła mp3. 

-O przepra…

– Co ty Zocha, ludzi nie poznajesz? Ładnie to tak się do mnie nie przyznawać?  Bo wiesz całkiem dobrze się złożyło, że cię spotkałem.

– Antek! Stop, stój, czekaj! Co ty tu robisz? Wypuścili cię? Jak? Jakim cudem?

– Oj tam. Wypuścili, to może za dużo powiedziane. Sama rozumiesz, że nie mogłem tam zostać. Mamy biznes do dokończenia.- uśmiechnął się porozumiewawczo. Zośka rozdziawiła tylko usta. Przez sekundę nie była wstanie nic wyartykułować. Miała złe przeczucia co do planów Antka.

– Chodź. Mamy umówione spotkanie w klubie na trzeciego Maja… Chyba nie masz zamiaru się teraz wycofać?

Nie była w stanie przytaknąć ani zaprzeczyć. „Niezłykurwabajzel”- przemknęło jej przez myśl i ruszyła za nim.

Krystyna


I

– Krystyna! Krystyna!… Kryśka!- Nie wytrzymam zaraz. Kolejny raz to samo.- Wyłącz to pu… Gdzieś ty jest, do cholery?!

Na podłodze sterta ciuchów, książek i innych gratów. Okno otwarte, na parapecie radio. Wyszukuję wtyczkę z kontaktu, odsłaniam zasłonę. 

Parę pięter niżej Kryśka ze śmiechem otwiera drzwi od czarnego BMW i wsiada. No nie wierzę…! Adam?- Ty skurwysynie!- Ale gdzie tam. Już mnie nie słyszeli. Słychać tylko ryk silnika i basy z głośników. 

Tyle lat. Pracy, żeby ta gówniara wyszła na ludzi. Ciuszki, telefony i wiecznie kasa, kasa, kasa. Ledwo człowiek robi na to wszystko. A tu taka niewdzięczność!- Ja ci jeszcze pokażę! 

II

Kątem oka dostrzegłam starego w oknie. Coś tam krzyczał wymachując ręką. Ale tu już nie ma znaczenia. Przede mną nowa, lepsza rzeczywistość. Gładząc Adama po dłoni- To dokąd mnie zabierasz? 

– Słuchaj, jest takie jedno miejsce. Nie mówiłem ci, bo bałem się że się nie zgodzisz. Pamiętasz może Edka? Wiesz, tego od sprzętu. W każdym razie rozmawiałem z nim przedwczoraj i obiecał pomóc z nowym lokum. Ale nie za darmo…

III

Przecież ona mnie za to zabije! Jak tylko się dowie nie będzie taka chętna do pieszczot. Ale nie mam wyjścia. Umowa to umowa, a z Edkiem lepiej nie zadzierać. 

– … Ale nie za darmo. Bo wiesz Edek, chce ruchać tą Andżelikę. I ty mu ją musisz nagrać.
IV

– Że co?! Czy ciebie już kompletnie pojebało?! Że niby jak mam to zrobić?! Nigdy w życiu.- Nie no kompletna paranoja. Tyle co się uwalniam od tego starego debila, a tu jakieś kolejne gówno. I ten Adam. Totalny oblech, ale przynajmniej do tej pory był z niego pożytek. Za to teraz przesadził. Trzeba się go szybko pozbyć…